Krzysztof Beśka: Ambasador

Krzysztof Beśka: Ambasador
Krzysztof Beśka: Ambasador

Trudno o bardziej aktualny kryminał retro niż „Ambasador”, bowiem akcja toczy w Warszawie w czasie zamachu majowego, którego stulecie właśnie w maju obchodziliśmy. Wiem, że ten historyczny moment wywołuje wiele emocji, jednak autor (książki, nie zamachu) nie odnosi się do racji historycznych stron w ogóle. Po prostu umiejscawia wydarzenia kryminalne, będące istotą książki, wokół 12 maja, kiedy w Warszawie Polacy strzelali do Polaków. Swoją drogę łatwo przyszło nam zapomnieć, że zamach nie był bezkrwawy, że strona rządowa broniła się – do czego miała święte prawo – i gdyby nie zatrzymanie pociągów z Wielkopolski, które wiozły wojsko, być może wszystko potoczyłoby się inaczej, zwłaszcza dla Józefa Piłsudskiego i wiernych mu żołnierzy. Jak pisze Beśka, „Kule, które teraz latały po Warszawie, były prawdziwe, tak samo jak prawdziwe były rany, jak prawdziwa była śmierć i polegli na polu chwały, czy co im tam potem na nagrobkach napiszą przy dwóch datach, jeśli w ogóle będą mieli jakieś oficjalne groby”.

Wracam do sedna, ale jeszcze nie samego jądra. Najpierw varsaviana. Książkę wydała Skarpa Warszawska, wydawnictwo, którego pierwszy krąg zainteresowań to Warszawa, kryminały zaś to jego druga noga, niemniej publikacja w takim miejscu gwarantuje solidne, historyczne tło. Co więcej, dla Krzysztofa Beśki powieść retro nie jest pierwszyzną, ma dużą wprawę w odkopywaniu przeszłości i precyzyjnym jej odwzorowaniu. W „Ambasadorze” spotkają Państwo Warszawę, której już nie ma. Są ulice, gmachy i zaułki nieobecne na planie stolicy od czasów wojny. Z wrodzonej złośliwości przy lekturze sprawdziłem, czy się autor gdzieś nie omylił – na chybił trafił wyrwałem dwie czy trzy informacje, jak na przykład ta, czy rzeczywiście kiedyś była Aleja Ujazdowska, a nie Aleje Ujazdowskie. Sprawdzając doszedłem nawet do „Lalki” Prusa, bo tam kamienica Łęckich stała właśnie przy Alei Ujazdowskiej. U Beśki wszystko się zgadza, więc tym przyjemniej czyta się ten kryminał.

Właśnie, to kryminał, o czym prawie Państwa nie poinformowałem. Bohaterem powieści jest prywatny detektyw Stanisław Stein, który otrzymuje zlecenie, by śledzić żonę pewnego oficera. Dziwne jest to zlecenie, bo nawet nazwisko oficera nie zostało detektywowi wyjawione. Do Warszawy przybywa, a właściwie próbuje przybyć, ambasador Hiszpanii, ale ma problemy, bo życzliwa Piłsudskiemu kolej zatrzymuje pociągi. W Klubie Czarny Kot urzęduje Szpicbródka, czyli Stanisław Cichocki i wydaje się, że coś knuje, a Steina odwiedza niemiecki kolega z wojska, z którym razem siedzieli w okopach Wielkiej Wojny. Kiedy na strychu jednej z kamienic policja znajduje zwłoki pięknej dziewczyny, za oknami rozlegają się pierwsze strzały.

Wydarzenia toczą się brawurowo: porwania, zniknięcia i gra pozorów. W tym kryminale najważniejsze jest to, że nie wiemy, kto jaką rolę pełni, ani komu można ufać. Chwilami aż trudno nadążyć za akcją, co uważam za znakomity zabieg, by przykuć czytelnika i skłonić do uważnej lektury

Rozmowa z Autorem Krzysztofem Beśką o innym jego kryminale retro na YT

Lubomir Baker

Podobne wpisy