Kuba Szpilka: Chodząc w Tatry
Tę niedużą książeczkę wyszperałem podczas majowych Targów Książki w Warszawie na którymś z antykwarycznych stoisk. Zawsze spędzam przy nich wiele czasu, wydaję krocie, choć przecież jest tam taniej niż na stoiskach wydawców i wychodzę obładowany, czego i Państwu życzę.
Tak się złożyło, że właśnie w Tatry się wybierałem, więc była to lektura w sam raz na wyjazd. Autor to antropolog oraz człowiek gór – mieszkający w Kościelisku wspinacz, narciarz oraz miłośnik Tatr i Podhala – nie wiem, czy podaję to we właściwej dla autora kolejności.
Na tę książkę składają się niedługie eseje o Tatrach, ludziach Tatr, zmianach zachodzących w Tatrach, przyrodzie i jej wpływie na człowieka. Dla mnie to przede wszystkim wyraz tatrocentryczności postrzegania świata, budząca mój szacunek. Jest to też kopalnia spostrzeżeń, złotych myśli i celnych uwag, które chciałbym zapamiętać i sobie przyswoić. Podzielę się z Państwem kilkoma wybranymi. Pierwsza jest prosta: „Po co drapać się tam, gdzie nie swędzi”. Doskonale oddaje niezrozumienie tych, dla których wędrówki w góry są chorym pomysłem. To zdanie i mnie kazało się zastanowić, po co upadlam się, dysząc w trasie pod górę i jęcząc wraz z prawym lub lewym kolanem, pełznąc w dół. Kuba Szpilka odpowiedział mi na tę wątpliwość, pisząc: „Każdy z nas to potencjalny wspinacz. Kto prawdziwie zechce, może ruszyć w intrygującą solową drogę. Nie ma uproś, nie ma zlituj, nie ma, że boli”.
Autor jest ode mnie kilkanaście lat starszy, więc pamięta góry wyższe, bo bardziej niedostępne, takie bez zadbanych szlaków, bez ułatwień, zdobywane bez goreteksów, vibramu, kijków i innych nowoczesności. Pisze tak: „Tatrzański Park Narodowy przestanie być wreszcie skansenem, nieużytecznym przeżytkiem, a w jego miejsce powoła się Tatrzański Lunapark Narodowy”. W innym miejscu mówi, że „schroniska, łańcuchy i drabiny, samochody i helikoptery są przeciw temu światu nie tylko dlatego, że degradują środowisko naturalne i budzą estetyczną zgrozę. One niszczą więcej – inność, szczególność, odrębność. Nijaczą, budując pokraczną hybrydę”. Czy autor jest przeciwnikiem masowej turystyki górskiej? Jednak nie i ładnie to uzasadnia, z wyłączeniem aberracji, jakim jest sylwester w Zakopanem.
Zwrócili Państwo uwagę na słowo „nijaczyć”? Bardzo cenię takie słowotwórstwo i wiem, że ten czasownik zostanie w mojej pamięci. Gotów jestem nawet wybaczyć autorowi, że lubi i z upodobaniem cytuje Miłosza, który także był miłośnikiem Tatr.
Podsumowując, zapraszam Państwa w Tatry Kuby Szpilki. To będzie ciekawa wędrówka.
Lubomir Baker