John Scalzi: Serny glob

John Scalzi: Serny glob
John Scalzi: Serny glob

Już miałem siadać, by napisać recenzję zdumiewającej powieści o Srebrnym Globie, który zamienił się w ser, czyli Serny Glob, kiedy pojawiło mi się powiadomienie o wywiadzie, jakiego udzielił nasz człowiek w NASA, czyli Artur Chmielewski, szef misji kosmicznych w amerykańskiej agencji, Patrycjuszowi Wyżdze z „Didaskaliów”. Tak, coraz częściej przekonuję się, że telefon mnie podsłuchuje, a nie wiem, czy nie czyta też w moich myślach, wszak o konieczności napisania tej recenzji jedynie myślałem, a nie wrzeszczałem jak oszalały kogut o świcie.

W powiadomienie kliknąłem i dowiedziałem się m.in., że wydobycie Helu-3 to nadzieja dla ludzkości jeśli chodzi o źródło energii. O właściwościach tego izotopu helu wiedziałem już od początku 2017 r., kiedy ukazała się książka Jarosława Grzędowicza o tytule „Hel-3”. Autor właśnie o tym pisał, a także przewidział, co światowe rządy będą robiły z ludźmi w czasie pandemii. Quod erat demonstrandum w kwestii czytania polskiej literatury, a fantastyki zwłaszcza.

Już wracam do „Sernego globu”, który do fantastyki się zalicza. Muszą się Państwo przygotować na jeden absurd, a potem pójdzie już gładko. Otóż pewnego dnia okazuje się, że nasz piękny ziemski satelita zmienia się w ser. Nikt nie wie, dlaczego to się stało, jak to możliwe, a potem zostajemy skonfrontowani z konsekwencjami tego faktu, a zwłaszcza ze skutami dla różnych, bardzo konkretnych ludzi. Książka opowiada o Amerykanach, na których życie wpłynął ten zaskakujący i niewytłumaczalny fakt.

Bardzo chciałbym podzielić się co ciekawszymi opisami, ale nie mogę, bo odbiorę Państwu całą przyjemność przyjemność. Ogólnie tylko napiszę, że Hollywood tryska pomysłami nowych ekranizacji, rynek medialny się ożywia, na rynku wydawniczym niczym meteory pojawiają się supernowe, pastorzy oglądają się na papieża i jego obserwatorium astronomiczne i muszą rozstrzygnąć, czy za nagłą przemianą Księżyca stoi Bóg czy Szatan. Prezydent z inteligentniejszą od niego żoną muszą zdecydować, jaką strategię przyjąć, astronauci szykujący się do kosmicznych misji, którzy poświęcili życie, by się do nich przygotować, nagle zostają z niczym, wszak nie będą lądować na serze…

Wiele jest w tej historii opowieści, które dają do myślenia i pokazują – jak by banalnie to nie brzmiało – jak działa świat i co go wprawia w ruch.

Z punktu widzenia czytelników zainteresowanych biznesem i pieniędzmi najciekawsze mogą się wydawać te fragmenty, które mówią o strategii bankowej na „serowy kryzys”. Bardzo wiarygodnie opisano, że bankierzy nawet w obliczu zagłady ludzkości będą obmyślali strategie zysków. To najbardziej bezwzględna część książki. Najśmieszniejsze dla mnie były sceny z Hollywood oraz ze środowiska bogaczy darmozjadów oraz bogaczy przedsiębiorców w stylu Elona Muska. Najbardziej żal mi było pastora i trzymam za niego kciuki.

Rozliczni recenzenci piszą, że to satyra na ludzkość. Satyra jest w założeniu bezwzględna, ośmiesza, piętnuje. Scalzi jest raczej łagodny w ocenach. Daje tej szalonej, pogubionej ludzkości nadzieję, bo jest w niej przyjaźń, odwaga i miłość. Tylko proszę nie myśleć, że to kolejna historia o ratowaniu planety przez zabójczym serem. Nie, to historia o nas, bombardowanych niewiarygodnymi, ale prawdziwymi historiami, z którymi nie bardzo wiemy, co zrobić.

Polecam, czyta się świetnie.

Lubomir Baker

Podobne wpisy