Artur Górski: Byłem w kolumbijskim więzieniu

Recenzja książki Artura Górskiego pt. „Byłem w kolumbijskim więzieniu”

Autor dotarł do więzienia La Picota w Kolumbii. Nigdy Państwo o nim nie słyszeli? To i dobrze. Lepiej o nim nie wiedzieć, a już zupełnie niedobrze jest tam trafić. To jeden z najbardziej znanych i najcięższych zakładów karnych w Bogocie. Więzienie o zaostrzonym i średnim rygorze, jak można doczytać w sieci, boryka się z problemem przeludnienia, które w kolumbijskich więzieniach sięga średnio 25-50 proc. powyżej normy. Trafiają tam najbardziej „zasłużeni” przestępcy i trafił tam Polak, którego szlakiem pojechał autor.

Teraz dygresja na temat autora, bo ona nakreśli siłę przekazu i wiarygodność książki. Artur Górski to człowiek, który polskich mafiozów udomowił i kazał im opowiadać o sobie i kumplach do mikrofonu, robiąc z tego literackie bestsellery. Książka pisana z Jarosławem Sokołowskim „Masą” stworzyła fenomen. Wywiady rzeki z najsłynniejszym świadkiem koronnym w Polsce udowodniły, że o brutalnym świecie mafii można pisać jak o wciągającym serialu. Autor posiadł rzadką umiejętność zjednywania sobie ludzi z obu stron barykady. Rozmawia z bezwzględnymi kilerami, ale i z legendarnymi policjantami, wyciągając z nich mięsiste szczegóły, których nie znajdziemy w aktach sądowych. Autor nie ogranicza się do polskiego podwórka. Eksploruje tematykę mafii rosyjskiej, włoskiej, izraelskiej, a teraz przeniósł się do Ameryki Łacińskiej, zagłębiając się w realia narkobiznesu, karteli i ludzi, którzy tworzą przestępczy, kokainowy świat.

Tu zamykam nawias i wracam do najnowszej książki Artura Górskiego. Jej podtytuł mówi, że to niecenzurowana historia Jacka Semergi, który miał niefart trafić do La Picota. Autor otrzymał zgodę na widzenie z Polakiem i tak, stojąc najpierw w długiej kolejce przed więzienną bramą z innymi odwiedzającymi, wszedł do środka, podciągając sobie spodnie, bo na bramce zabierają nie tylko paszport, ale i pasek od spodni. Rozmawiał z Semergą, ale i innymi osadzonymi. Semerga pochodzi ze Śląska, gdzie założył plantację marihuany i dostał za to wyrok. Uciekł przed nim w świat, ale sprawiedliwość wyciągnęła po niego ręce. Teraz czeka na ekstradycję do Polski w wiezieniu La Picota.

Wbrew podtytułowi historia Polaka i słynne kolumbijskie więzienie to tylko pretekst, by przyciągnąć uwagę czytelników. Autor opowiada bowiem znacznie więcej, poświęcając wiele uwagi innym osadzonym, znacznie „słynniejszym” niż Semerga, ze znacznie poważniejszymi „dokonaniami”, a relacje ich losów składają się na obraz dawniejszej i obecnej Kolumbii, jej uwarunkowań społecznych i gospodarczych.

Dla mnie szczególnie ciekawe były krótkie wzmianki, rzucane przez autora jakby mimochodem, jak na przykład ten o izraelskich oficerach jednostek specjalnych, którzy w latach 80. XX w. szkolili w umiejętnościach bojowych kolumbijską policję, szykującą się na wojnę z kartelami, ale równocześnie trenowali jednostki paramilitarne narcos.

Z zamieszczonego w książce wywiadu z emerytowanym policjantem dowiedziałem się, że przed II wojną światową Kolumbia eksportowała bawełnę, banany i kawę. Za to od lat 60. Stany przyjmowały tyle marihuany (Woodstock i ruchy pacyfistyczne działały mocno na haju), ile tylko Kolumbia mogła wyprodukować. Potem kokaina zastąpiła marihuanę, a dziś eksport kawy ułatwia przemyt narkotyków, bo nawet psy nie są w stanie ich w jej towarzystwie wyczuć. Jeśli zaś chodzi o opłacalność przemytu, uzyskałem z lektury bardzo precyzyjne dane. Kilogram kokainy w Kolumbii kosztuje ok. 1,8 tys. dolarów, ale w Stanach już nie mniej niż 30 tys. dol. Nie zachęcam do zajęcia się tym procederem, ale informacje, przyznają Państwo, ciekawe i z pierwszej ręki.

Jest w książce także wywiad z Nicolasem Escobarem, bratankiem osławionego Pabla, który ma o swoim przodku zasługującą na uwagę opinię.

Ta książka raczej nie zachęci do zwiedzania Kolumbii, mimo że autor pokazuje także na zdjęciach jej muzea, murale i ulice, ale da wiedzę o tym, dlaczego kolumbijscy politycy nie mogą zwalczyć karteli oraz pozostawi w głowie otwarte pytanie: czy legalizacja produkcji kokainy nie uzdrowiłaby sytuacji. Bulwersujące? Proszę przeczytać książkę i wtedy odpowiedzieć na to pytanie.

Podobne wpisy