Martyna F. Zachorska: Dziwne stany Ameryki

Lubomir Baker recenzuje książkę Dziwne stany Ameryki Marty F. Zachorskiej

Dziwne Stany Ameryki, Martyna Zachorska
Dziwne Stany Ameryki, Martyna Zachorska

Ta książka jest dobra i zła równocześnie, i o obu tych stanach jednej książki będę tu pisał. Po pierwsze zdecydowanie za dobry pomysł uważam zajęcie się na poważnie amerykańską popkulturą, która różni się od europejskiej, choć europejska coraz więcej z tej amerykańskiej kopiuje. Oczywiście Martynie Zachorskiej nie chodziło o naukowe studium przypadku, ale o zwrócenie uwagi na symptomatyczne zjawiska, występujące w USA, o których nie wiemy, których nie rozumiemy, a warto. Zresztą sama autorka pisze we wstępie, że „nie da się zrozumieć Ameryki, bazując wyłącznie na tym, co poważne i ambitne”. Pewnie ma rację, skoro to jej dziedzina badań i zainteresowań.

Małe miss i megakościoły

Z przyjemnością przeczytałem rozdział o tym, skąd wzięła się w USA moda na wybory małych miss. Autorka słusznie sięga do czasów, gdy Amerykanie powszechnie byli zwolennikami eugeniki i myśleli o tym, by kolejne pokolenia były zdrowsze i ładniejsze. Dziś mało się o tym mówi, dobrze, że na łamach tej książki zostało to przypomniane. Ciekawie opowiada o fenomenie megakościołów, prowadzonych przez charyzmatycznych pastorów, którzy byli w stanie ściągnąć na nabożeństwa tysiące wiernych, tworząc widowiska na miarę koncertów muzycznych, a przy okazji zarabiając krocie.

Zupełnie nie byłem świadom przed lekturą tej książki, że istnieje w Stanach fenomen – zjawisko takie jak Floryda Man, które w naszych realiach odnajduję w opowiadaniu dowcipów o Wąchocku (dawniej) czy o Podlasiu (bardziej współcześnie), choć oba zjawiska się różnią i to amerykańskie bardzo mnie rozbawiło.

Relikty

Dowiedziałem się też, że w Kansas nie wolno podawać wina w filiżankach od herbaty, a na Alasce nie wolno szeptać na ucho, gdy poluje się na łosie. To oczywiście relikty prawne, których uchyleniem nikt nie zamierza się zajmować i stanowią one o tytułowej dziwności różnych stanów Ameryki.

Czego nie rozumiem

Jak więc Państwo widzą, jest w książce wiele ciekawych aspektów i każdy z pewnością znajdzie coś, co go szczególnie zainteresuje i zachęci do dalszych badań. Są tam jednak kwestie, które mnie zirytowały, bo są podszyte, cóż, prądami nowoczesności. Ta sama autorka, która świetnie odkopała eugeniczne korzenie wyborów dziecięcych królowych piękności, nie zadała sobie trudu, by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego większość Amerykanów to ludzie religijni. Pisze, że ateista nie mógłby zostać prezydentem USA, podobnie jak socjalista. Zresztą wtej drugiej kwestii zupełnie się myli, bowiem jeśli partia nie ma w nazwie słowa „socjalistyczna”, nie oznacza, że taka nie jest. Wkurzyła mnie jej interpretacja sytuacji na Florydzie, gdzie gubernator zakazał występówdrag queenw przedszkolach i wczesnych klasach podstawówki, bo oparta jest na, cóż, prądach nowoczesności i olewa zdanie rodziców dzieci z Florydy, którzy są z tego faktu zadowoleni. Informacja, że Donald Trump wygrał wybory, bo jest celebrytą i ma umiejętność manipulowania opinią społeczną, jest tezą, która w mojej opinii daleka jest od prawdy i dowodzi, że autorka, kierowana, cóż, prądami nowoczesności, zamknęła oczy na rzeczywistość.

Mało o pieniądzach

Zostawmy jednak sprawy polityczne, choć wpływ poglądów autorki na treść jest boleśnie oczywisty, ale porozmawiajmy o pieniądzach. Z rozdziału o kredytach studenckich dowiadujemy się, że „w 2025 roku około 43 miliony kredytobiorców posiadało ponad 1,7 biliona (trillion) dolarów niespłaconych kredytów studenckich”. Okazuje się, że rząd coraz mniej dopłaca uczelniom, a one z kolei bez zahamowań windują czesne. Nie ma jednak żadnych konkretów: nie wiemy, ile kosztują studia medyczne, inżynierskie, artystyczne czy jakiekolwiek inne. Nie wiemy, jak rozłożona jest spłata, jaką część średniej płacy stanowi rata kredytu, więc zostajemy z wiedzą co najmniej niepełną, ale mamy zapamiętać, że rośnie nierówność między Białymi i Czarnymi (Żółci jakoś sobie radzą). Hm, takie połowiczne informacje podszyte, cóż, prądami nowoczesności, tylko mnie poirytowały.

Reasumując: polecam lekturę, każdy raczej znajdzie coś dla siebie, ale niedosyt w jednych sferach i przesytw innych (cóż, znowu prądy nowoczesności) gwarantowany.

Podobne wpisy