|

Jak Polska zaczęła zabijać po swojemu. Ewolucja kryminału

Skoro pisaliśmy już o historii i ewolucji powieści kryminalnych, nie wypada udawać, że Polska jedynie przyglądała się wszystkiemu z bezpiecznej odległości. Owszem, przez lata byliśmy raczej wiernymi czytelnikami Christie i Chandlera niż eksporterami własnych zbrodni literackich, ale XXI w. zmienił ten układ sił. Polski kryminał przestał być dodatkiem do zagranicznych półek i zaczął budować własne subgatunki w oparciu o polskie temperamenty i ambicje.

Katarzyna Bonda
Katarzyna Bonda

Spójrzmy najpierw na Katarzynę Bondę. Jej twórczość wyraźnie wyrasta z nurtu kryminału psychologicznego i proceduralnego, choć z polską intensywnością emocjonalną. Bonda nie interesuje się wyłącznie pytaniem „kto zabił”, lecz przede wszystkim „co pękło w człowieku i systemie”. Jej powieści są obszerne, wielowątkowe, pełne analiz psychologicznych i społecznych kontekstów. To już nie salonowa łamigłówka, lecz raczej sekcja zwłok przeprowadzana na społeczeństwie. Jeśli ktoś sądzi, że kryminał ma być szybki i lekki, przy Bondzie szybko zrozumie, że w Polsce lubimy, gdy boli.

Remigiusz Mróz
Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz reprezentuje z kolei model niezwykle dynamiczny i hybrydowy. W jego twórczości widać elementy thrillera, sensacji i klasycznego kryminału proceduralnego, ale wszystkie elementy podane są w tempie, które bardziej przypomina serial streamingowy niż dziewiętnastowieczną nowelę. Mróz doskonale rozumie współczesnego czytelnika, który chce napięcia, zwrotów akcji i bohaterów, których życie prywatne rozpada się równie spektakularnie jak śledztwo. To już w pełni współczesne „grube tomy”, gdzie zagadka jest osią, lecz równie ważna jest serialowość i emocjonalne przywiązanie do postaci.

Robert Małecki
Robert Małecki

Robert Małecki sytuuje się bliżej nastroju nordic noir. U niego dominuje melancholia, moralna szarość i skupienie na psychice bohaterów. Zbrodnia bywa impulsem do opowieści o winie, stracie i samotności. Małecki nie epatuje nadmiarem fajerwerków fabularnych, raczej konsekwentnie buduje klimat i napięcie, które narasta powoli, ale nieuchronnie. To kryminał, który wymaga cierpliwości, lecz odpłaca się głębią.

Ryszard Ćwirlej
Ryszard Ćwirlej

Ryszard Ćwirlej to z kolei interesujący przypadek nawiązania do tradycji retro i klasycznej zagadki, ale osadzonej w realiach PRL. Jego powieści łączą elementy kryminału milicyjnego z humorem i społecznym komentarzem. W pewnym sensie czerpie on zarówno z ducha Złotej Ery, jak i z konwencji policyjnego proceduralu, lecz filtruje je przez polską historię i obyczajowość. To dowód na to, że lokalność może być atutem, a nie ograniczeniem.

Przemysław Piotrowski
Przemysław Piotrowski

Przemysław Piotrowski reprezentuje nurt bardziej brutalny, momentami bliski hardboiled i thrillerowi sensacyjnemu. W jego powieściach przemoc jest dosadna, tempo szybkie, a świat przedstawiony: bezlitosny. To kontynuacja tej linii, którą w Ameryce wyznaczali Chandler i Hammett, tyle że przefiltrowana przez współczesne realia i wrażliwość. U Piotrowskiego sprawiedliwość rzadko bywa czysta, a bohaterowie często balansują na granicy prawa.

Katarzyna Puzyńska
Katarzyna Puzyńska

Katarzyna Puzyńska natomiast znakomicie wykorzystuje model sagi kryminalnej. Jej cykle pokazują, jak bardzo współczesny kryminał stał się opowieścią o społeczności. Mała miejscowość, zamknięta grupa ludzi, tajemnice sprzed lat – brzmi znajomo, prawda? To wyraźne nawiązanie do tradycji klasycznego „zamkniętego kręgu”, lecz rozpisane na wiele tomów i wzbogacone o pogłębione portrety psychologiczne. Puzyńska udowadnia, że można połączyć ducha Christie z nowoczesną, serialową konstrukcją.

Wojciech Chmielarz
Wojciech Chmielarz

Weźmy teraz Wojciecha Chmielarza. Jego twórczość lokuje się w bardzo świadomym punkcie przecięcia kryminału miejskiego, thrillera i powieści społecznej. Chmielarz nie tyle opowiada o zbrodni, co wykorzystuje ją jako soczewkę do oglądania współczesnej Polski – jej napięć, frustracji i pęknięć. Jego styl jest oszczędniejszy niż u Bondy, mniej „rozgadany” psychologicznie, ale za to celniejszy w obserwacji. To kryminał, który czyta się szybko, a który po zamknięciu książki zostawia lekkie ukłucie: bo problem nie kończy się wraz ze śledztwem.

Zygmunt Miłoszewski
Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski reprezentuje z kolei nurt bardziej klasycznie zbalansowany, choć podszyty ironią i intelektualnym dystansem. W jego powieściach widać wyraźne echa kryminału proceduralnego i sądowego, ale podane w sposób, który łączy rzetelność z literacką lekkością. Miłoszewski zadaje pytania o państwo, prawo i społeczne mechanizmy, ale robi to bez ciężaru akademickiego wykładu, raczej z uśmiechem kogoś, kto widzi więcej, niż mówi wprost. To kryminał dla tych, którzy lubią zagadkę, ale jeszcze bardziej lubią inteligentną narrację.

Sławomir Gortych
Sławomir Gortych

Sławomir Gortych to natomiast ciekawy przykład przesunięcia kryminału w stronę literatury miejsca. U niego zbrodnia jest nierozerwalnie związana z przestrzenią, najczęściej górską, naznaczoną historią i tajemnicą. Gortych buduje napięcie nie tylko poprzez fabułę, ale poprzez atmosferę: mgłę, ciszę, ślady przeszłości, które nie chcą zniknąć. To trochę tak, jakby Agatha Christie spotkała się z legendą karkonoską i uznały, że zamiast herbaty będzie lepszy mrok. Efekt? Kryminał, który czyta się jak opowieść przy ognisku, tylko że ktoś w tej historii naprawdę ginie.

Marek Krajewski
Marek Krajewski

Osobnego omówienia wymaga polski kryminał retro, którego niekwestionowanym mistrzem jest Marek Krajewski. Krajewski przywrócił do literatury przedwojenne miasta, przede wszystkim Breslau i Lwów.Udowodnił przy tym, że przeszłość może być równie mroczna jak teraźniejszość. Kryminał retro to w istocie dialog ze Złotą Erą, ale pozbawiony jej naiwnej elegancji. Jest tu historyczna precyzja, stylizacja językowa i świadomość, że dawne czasy wcale nie były bardziej moralne. To literatura, która łączy rekonstrukcję epoki z brutalnością hardboiled, tworząc mieszankę wyrafinowaną i bezlitosną.

Drugą wyraźnie polską specjalnością jest komedia kryminalna. Jej ikoną i pramatką pozostaje Joanna Chmielewska, która udowodniła, że zbrodnia może być źródłem śmiechu, a nie wyłącznie grozy. Współcześnie ten nurt rozwijają między innymi Alek Rogoziński, Marta Matyszczak, Iwona Banach czy Małgorzata Starosta. Komedia kryminalna nawiązuje do klasycznej zagadki, ale podważa jej powagę. Zamiast mrocznego detektywa mamy bohaterów uwikłanych w absurdalne sytuacje, a zamiast egzystencjalnej grozy – ironiczny dystans. To przypomnienie, że kryminał nie musi być zawsze terapią zbiorowych lęków; czasem może być inteligentną zabawą konwencją.

Jeśli więc ktoś twierdzi, że polski kryminał jest jedynie naśladownictwem zagranicznych wzorców, to warto mu spokojnie wyjaśnić, że mamy do czynienia z twórczym dialogiem. Jedni autorzy rozwijają psychologiczną głębię i proceduralną dokładność, inni flirtują z hardboiled, jeszcze inni wracają do przeszłości albo bawią się konwencją. Wspólny mianownik pozostaje ten sam: zbrodnia jest pretekstem do opowieści o człowieku. A to, jak wiemy, temat niewyczerpany.

Krytycy skarżą się na… „epidemię kryminałów”

W badaniach literaturoznawczych kryminał nadal bywa marginalizowany, mimo ogromnej popularności – naukowcy mówią wręcz o „epidemii kryminałów”, którą trudno włączyć do kanonu literatury akademickiej. W podsumowaniach tego typu twierdzi się, że choć literatura kryminalna jest powszechna i czytana przez rzesze ludzi, nadal „odgrywa w literaturoznawstwie rolę marginalną” i bywa uważana za powtarzalną i niepoważną.

To typ opinii, które dla czytelników kryminałów brzmią dziś trochę jak komplement w przebraniu: skoro jest tego tak dużo, to jak tu nie uważać, że coś w tym jest?

Ironiczny paradoks

Formalnie kryminał bywa uznawany za gatunek drugorzędny, a jednocześnie statystyki sprzedaży, adaptacje filmowe i naukowe monografie podkreślają jego ogromne społeczno-kulturowe znaczenie. Taki dysonans – między literacką niechęcią a popkulturowym sukcesem – sam w sobie jest dziś często krytykowany jako przejaw elitarnego snobizmu wobec literatury popularnej.

Jeśli zapytamy wydawców i dystrybutorów książek, oni gotowi są nosić autorów kryminałów na rękach. Gdyby nie oni oraz twórcy fantastyki, ich stabilność finansowa mocno by się zachwiała.

Magdalena Mądrzak

Podobne wpisy