Jacek Komuda: Rozbiory
„Rozbiory” to książka samodzielna, ale też kontynuacja zarazem, bo poprzedził ją „Upadek”, czyli opowieść, jak doszło do sytuacji, w której rozbiory Rzeczypospolitej stały się możliwe. Mogą je Państwo czytać jako po prostu dobrze, z nerwem napisane książki historyczne i to będzie w porządku. Mogą je też Państwo uznać za memento, boleśnie współczesne memento.
W wywiadzie dla Fanbook.tv po ukazaniu się „Upadku” autor powiedział, co skłoniło go, by w ogóle zasiąść do tego dzieła. „Przeraziło mnie, gdy uświadomiłem sobie, że mamy sytuację bardzo podobną do tej z lat 60. i 70. XVIII w. Dwa zwalczające się stronnictwa, dwa wrogie obozy, które doprowadzają kraj niemal na skraj wojny domowej. Przy okazji ten kraj niszczą – okazując pogardę dla prawa, przywilejów, dla zasad, które spajają Rzeczpospolitą”. Dodał też: „Napisałem tę książkę, żeby Polakom coś się w głowach rozjaśniło. Żeby zrozumieli, że wiele z tego, co dzieje się dziś, już kiedyś się wydarzyło”. Są więc Państwo wprowadzeni w ideę, a teraz przejdźmy do meritum.
Zanim zacząłem czytać „Rozbiory”, spodziewałem się, że zaczniemy tam, gdzie skończył się „Upadek”, czyli mniej więcej na przegranej przez Kościuszkę bitwie pod Maciejowicami. Według Jacka Komudy ta klęska przesądziła ostatecznie o zagładzie dumnej Rzeczypospolitej. Ku mojemu zdumieniu zaczynamy w średniowieczu, u zarania piastowskiego państwa. Autor bardzo sprawnie wyłuskuje z naszej bogatej historii te wydarzenia, po których być może Polski mogło już nie być, ale też te, w których dla ościennych krain okazywało się, że bez istnienia Polski tam, gdzie się ona znajdowała, trudno im funkcjonować, w których nasze trwanie było niezbędne. Rzecz jasna gros tej książki dotyczy tragicznego XVIII w, w którym mane tekel fares coraz wyraźniej rysowało się nad Rzeczpospolitą.
Jacek Komuda pisze, jakby nie był historykiem, czyli bardzo ciekawie, miejscami porywająco. Dodam dla pełnej jasności, że historykiem jest, a zdanie powyższe jest jedynie łatką, którą przypinam niektórym tuzom polskiej nauki historycznej – w większości to uczeni nudziarze. Abym sam nie nudził, spieszę poinformować, że nie zamierzam w recenzji streszczać głównych tez autora.
Pozwolę sobie tylko na kilka smaczków, które powinny Państwa skłonić do lektury. Na przykład, czy wiedzą Państwo jak to się stało, że Rosja, której regularnie spuszczaliśmy większy lub mniejszy łomot, stała się gwarantem ustroju w Rzeczpospolitej? Otóż załatwił nam to August II Sas, który umyślił sobie sojusz z Rosją przeciw Szwecji. Wciągnął w wojnę Polskę, przegrał wszystko, zmuszono go do abdykacji, a rozpanoszony u nas szwedzki król kazał wybrać na polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego. Zwolennicy prawowitego monarchy, Sasa, znaleźli protekcję u rosyjskiego cara Piotra I. To był polski grzech pierworodny i stawiam dolary przeciw orzechom, że nie znali Państwo tej historii. Jeśli są Państwo cichymi wielbicielami króla Lasa (tego z powiedzenia: od Sasa do Lasa), to konfrontacja z faktami o jego politycznej działalności będzie bolesna.
Świetna jest konstatacja Komudy o tym, jak rosyjska armia po ustanowieniu Augusta III Sasa na polskim tronie ruszyła do Francji: „Kiedy zabrakło silnej Rzeczpospolitej, Rosjanie coraz śmielej próbowali odgrywać rolę żandarma Europy”. W roku 1920 odrodzona Polska tę rolę na krótko, ale skutecznie powstrzymała.
Komuda nie waha się nazwać zdrajców po imieniu, a niektórym mówi wprost, że gdy podczas powstania kościuszkowskiego nadszedł czas wieszania sprzedawczyków, inni także – konkretnie i po nazwiskach – powinni zadyndać.
Jeszcze tylko jeden smaczek o Kościuszce. Otóż zanim rozkręcił powstanie, pojechał (bardzo rozsądnie) do zrewolucjonizowanej Francji, by przed Komitetem Ocalenia Publicznego prosić o pomoc Francję i Turcję. Obiecywał m.in. przywrócenie reform Sejmu Wielkiego, zrównanie wszystkich stanów oraz odcięcie wpływów Kościoła. To ostatnie to prawdziwy szok.
W tej książce dostaną Państwo historię inną niż w podręczniku (barwniejszą, ciekawszą, bez banałów i przeinaczeń), podręcznik polityki ówczesnej i teraźniejszej, zwłaszcza w zakresie tego, jak łatwo kupuje się elity, jeśli są zdegenerowane. Jest w niej pochwała demokracji, przywiązanie do polskiej racji stanu i miłość od wolności, jaką Rzeczpospolita uosabiała. Jakim szokiem dla Polaków była sieć donosicieli, jaką rosyjscy ambasadorowie nagle rozsnuli. Wcześniej każdy Polak mógł mówić, co myśli, aż nagle stało się to niebezpieczne. Daje do myślenia, prawda?
Lubomir Baker