Kotryna Zylė: Ukochane kości

Są w literaturze okresy, gdy nastaje moda na ludowość, obrzędowość, chłopskość. Taki trend zrodził się w romantyzmie, u nas szczególnie dzięki fantazji Adama Mickiewicza, który na salony wprowadził wiejskie wierzenia z dziewczyną, „co czuła” i ludem, „co wierzył głęboko”, Świtezianką oraz ruską zgrają, która umaiła sobie szyszaki niewłaściwym kwieciem, aż pomarła. Drugi raz przeżywaliśmy tę fascynację na weselu Lucjana Rydla, które przerodziło się w bodajże najsłynniejsze zaślubiny w polskiej historii, ale było efektem istnej chłopomanii, jaka zapanowała wśród artystycznej bohemy okresu Młodej Polski.

Dziś możemy mówić o kolejnym nawrocie tego oszołomienia, zaczadzenia, fascynacji. Szczególnie gdy sięgniemy po literaturę fantastyczną, która – zwłaszcza dzięki kobietom pisarkom – ochoczo wprowadza do książek słowiańskość i kulturę ludową, także przedchrześcijańską. Furora książki „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, nowa ekranizacja „Chłopów” – wszystko to w mojej opinii wynik nowej mody na ludowość.

Ten wstęp był mi potrzebny, by we właściwej perspektywie zobaczyli Państwo „Ukochane kości” litewskiej pisarki, o której z notki na skrzydełku dowiadujemy się, że „cechą szczególną jej twórczości jest osadzenie litewskiego folkloru i mitologii we współczesnych realiach”.

Książka opowiada o Annie, córce kierowcy trolejbusu, która dorasta w bloku. Jednak blok jest niczym wioska – tworzy małą społeczność, raczej odciętą od innych. Inne bloki funkcjonują podobnie – są same dla siebie odrębnym światem, a ten zewnętrzny jest obcy.

Blokowa społeczność wspierana jest przez wspólne obrzędy, jak mycie się we wspólnej łaźni, wspólne wychowywanie dzieci przez Macierz. Macierz to ważna postać – jest miejscową szamanką, opiekunką, ona odprawia wszystkie obrzędy, także udziela ślubów i żegna zmarłych. Wraz z ludźmi w mieszkaniach mieszkają zwierzaki – jak dawniej w zagrodach, tak w bloku – normalnie w domach i na balkonach. To właśnie zobaczą Państwo na okładce tak zmyślnie zrobionej, że mamy wrażenie zaglądania przez okna do domów, a w nich widzimy zwierzaki i ludzką czaszkę.

Jak napisałem, książka opowiada o Annie od narodzin do śmierci. Jej losy nie są zwykłe, jak i nie jest zwykły przedstawiony świat, ale w ciągu jej życia nadchodzi „normalności”. Wziąłem w cudzysłów tę normalność, choć przecież niewiara w istnienie wiedźm, sprawdzenie ludzi do lekarzy i aptek zamiast do Macierzy oraz zakaz trzymania zwierzaków w domach jest normalnością bez cudzysłowu. Skąd więc mój cudzysłów? Ano stąd, że „czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Na Mickiewiczu się wychowałem; podejrzewam, że Kotryna Zylė również go czytała, wszak to Litwin. Wraz ze zgodą na dominację rozumu we współczesnym świecie straciliśmy sporo. Tego właśnie dowiedziałem się z tej książki – ładnej, także graficznie, ciepłej, przepełnionej miłością i rzadką dziś skromnością.

Literaturoznawcy mówią na takie książki, że to realizm magiczny. Nich im będzie.

Lubomir Baker

Podobne wpisy