Cezary Borowy: Jak Vaclav z Humpolca został królem haszyszu w Katmandu

Kiedy pensja w Polsce wynosiła 20 dol., a za 5 tys. dol. można było kupić mieszkanie w Warszawie, młodzi ludzie ruszali na podbój świata, w którym zarabiało się szybko i dużo. Cezary Borowy, autor „Spowiedzi Hana Solo” oraz „Przemytniczek złotych kości”, opowiedział w swych pierwszych książkach o niezwykłej społeczności polskich przemytników w Indiach, o ich pełnym adrenaliny życiu w luksusie i opłakanych warunkach w więzieniu. W dalekiej Azji powstawały małe fortuny i miały miejsce niemałe dramaty. Dziś książka o czeskim przemytniku dołącza do serii i jest o niebo bardziej kontrowersyjna, bo dotyczy haszyszu. Wydawca nawet przewidział, że algorytmy social mediów będą sekować jej rozpowszechnianie i stworzył obwolutę, na której inkryminowane słowo jest zamazane.

Jeszcze słowo ode mnie w kwestii tego, jak ustrzec się anachronicznego myślenia. Błędem jest przykładanie współczesnej moralności, wartości, sposobu myślenia na epoki wcześniejsze. W PRL-u i innych demoludach (krajach zależnych od ZSRS) wszyscy w taki czy inny sposób oszukiwali system, łamali prawo i był to zazwyczaj powód do dumy. Żaden wyjazd za granicę nie był po prostu turystyką. Zawsze przemycało się zakazane oczywiście towary, by je sprzedać. Moja żona jako mała dziewczynka wracała z mamą z zakupów we wschodnim Berlinie ubrana w trzy pary spodni, żeby celnicy nie skonfiskowali ich na granicy. Na rodzinny wyjazd do Bułgarii jej rodzice wozili kryształy i przywozili kożuchy czy też inne towary. To była norma – nikt nie widział w tym nic złego. System był chory, trzeba było sprytnie ominąć system. Jeśli więc ktoś zapała świętym oburzeniem, że młodzi ludzie zabrali się za przemyt w latach 80. XX w., niech nieco powściągnie swoje moralne konie. Ja wstrzymałem, bo pamiętam, jak było.

Teraz wreszcie recenzja właściwa. Cezary Borowy dotarł w Czechach do Vaclava, który w latach 80. uciekł z Czechosłowacji do Niemiec, a potem dotarł do Indii i tam rozpoczął karierę pašeraka – przemytnika. Zaczął od elektroniki, następnie przemycał żółtko, czyli złoto, a potem przyszedł czas na haszysz, aż osiągnął taki wolumen przemytu do Europy, że miano króla zdecydowanie mu się należało. Mówi, że przemycił nawet 4 tony haszyszu, głównie do Holandii i Szwajcarii, gdzie posiadanie marihuany było legalne, a w Holandii istniały nawet specjalne miejsca, gdzie można usiąść i zapalić jointa. Dziś także działają.

Książka jest wypchana informacjami, wydarzaniami, interesującymi szczegółami, opisami ludzi, którzy z różnych krajów trafiali do Azji i podejmowali się przemytu. Niektórzy przyjechali, by trochę dorobić i żyć niczym hipisi w ciepłych krajach, inni chcieli zarobić na dobre życie i wrócić do siebie, inni – jak bohater tej opowieści – nie chciał żyć zwykłym życiem, a jego charakter sprawił, że umiał wyróżnić się nawet w barwnym środowisku pašeraków. Bez ukrywania pisze o alkoholu, który uczynił z niego alkoholika, o tym, jak zarobił krocie i nagle stracił wszystko, o dwóch pobytach w więzieniu i wreszcie o pomyśle, na zajęcie się haszyszem oraz produkcji i przemycie na wielką skalę. Czy to jest interesujące? Jeszcze jak. Bardzo fajne są jego spostrzeżenia o Polakach, a kto według Vaclava wygrałby mecz na narzekanie, sami Państwo muszą przeczytać.

Pomiędzy opowieści Vaclava autor wkłada historię walki rządów na świecie z marihuaną, co do której nieszkodliwości, a raczej niskiej szkodliwości choćby w porównaniu z alkoholem czy tytoniem autor jest przekonany. Staram się nie zabierać głosu w sprawach, o których nie mam pojęcia, więc ograniczę się do kilku ciekawych dla mnie faktów. Walkę prezydentów USA z marihuaną Cezary Borowy łączy z rasizmem (ta część mnie osobiście najmniej przekonuje). Negatywnymi bohaterami tej kampanii są m.in. Nixon czy Nancy Reagan. Ponieważ „za posiadanie” marihuany groziło w USA dwa lata więzienia, autor pisze nieco patetycznie o aresztowanych: „Dwa i pół miliona mieszkańców Ameryki zniknęło nagle z ulic. Cierpiały ich rodziny, rozbite były całe społeczności. Mimo to większość społeczeństwa przez wiele lat popierała war on drugs”. Cóż, mogę tylko stwierdzić, że nie dziwię się większości społeczeństwa.

Cezary Borowy opowiada w rozdziałach nazywanych Marginalia historię walki o legalizację lub dekryminalizację marihuany do czasów współczesnych, podając wyniki badań, w tym lekarskich, które według niego ustawodawcy przez lata lekceważyli. Wydaje mi się, że i ta część książki jest warta poznania, choć nie będąc znawcą tematu, nie wiem, czy to cała prawda i tylko prawda.

Książka pełna jest ciekawostek. Takich jak ta, ile według danych z 2022 r. ludzi w USA żyje z marihuany. Otóż działa tam 25 tys. firm związanych z produkcją i dystrybucją tej substancji, zatrudniają one 56 tys. pracowników i generują przychód w wysokości 19 mld dol. Inną frapującą historią jest ta o budowie przez Anglików Wielkiego Żywopłotu Indyjskiego. Po co go wybudowali, dowiedzą się Państwo w tej książce. O destrukcyjnej roli Wielkiej Brytanii Cezary Borowy opowiada we wszystkich swoich książkach, wykazując się dużą znajomością liczb i konkretów.

Wady: można było tę książkę lepiej zredagować i miejscami poprawić językowo, ale rozumiem, że redakcja i korekta były sporym wyzwaniem, zważywszy na czesko-polski język bohatera. To jedna z atrakcji tej ciekawej lektury. Przy masie książek podobnych do siebie jak krople deszczu, ta stanowi ożywczą odmianę.

Zapraszamy do obejrzenia wywiadu z Cezarym Borowym

Lubomir Baker

Podobne wpisy