Joe Hill: Król Smutek

Najpierw przydługi wstęp, a potem dopiero recenzja właściwa, bo bez tego chyba nie umiem wyjaśnić, co czuję po lekturze 860 stron tej kunsztownie wydanej księgi.

Na pierwszym roku historii uczono mnie, jak czytać źródła. I tak prof. Wipszycka kazała studentom czytać „Iliadę”, by szukać konkretnych informacji. Mnie trafiło się zadanie: „zgromadzenia”, więc czytałem epos, by dowiedzieć się, w jakich okolicznościach starożytni Grecy zwoływali zgromadzenia i czemu one służyły. Absurdalne? Absolutnie nie, bo przekonałem się, jak wiele wiedzy można wynieść z dzieła, które przecież nie po to powstało. Teraz wyjaśnię, dlaczego o tym piszę. Otóż „Król Smutek” nie jest tak dobry jak „Iliada”, ale każdy znajdzie w nim to, czego szuka. Jeśli chcecie opowieści o paczce przyjaciół z college’u, których relacje zmieniają się wraz z dojrzewaniem i wchodzeniem w życie – macie to. Jeśli chcecie powieści psychologizującej o winie i karze – też jest. Chcecie fantastyki z pogranicza baśni – obecne. Marzycie o thrillerze, ostrych akcjach z narkomanami, więziennym życiu, porwań samolotu, rządowych agencji działających poza prawem – bardzo proszę, także w pakiecie. Najmniej tu horroru, ale też kiedy wchodzi w grę smok, raczej trudno o horror.

Autor opowiedział nie jedną historię, ale napisał powieść będącą – nie jestem pewien, czy właściwie to definiuję – zbiorem nowel, z których każda ma swój styl. Zarzucił linearność opowieści, ale precyzyjnie informuje, kiedy się dzieje część, którą zaczynamy. Równie wyraźnie zapowiada w tytule, co się zdarzy. Czy to psuje cokolwiek? Nie, bo i tak wiemy, że nadejdzie zło. Nie wiemy zaś, jak się do naszych bohaterów dobierze.

Fabuła zaczyna się od tego, że szóstka przyjaciół ze szkoły jednoczy się, by pomóc Arthurowi Oakesowi w wywinięciu się z tarapatów, w które wpadł, bo w niewłaściwym momencie pożyczył bluzę niewłaściwej dziewczynie. Tarapaty to bardzo duży eufemizm, bo nagle musi kraść najdroższe książki z uczelnianej biblioteki, a jego rzekomy dług wobec parki oprychów nie będzie miał końca. Przyjaciele przyzywają na pomoc smoka, który ma sprzątnąć grożących Arthurowi ludzi. Wyraźnie nie znali przysłowia, że kto wiatr sieje, zbiera burzę.

Smok to istota równie groźna, jak przebiegła. Odtąd w każde Święta Wielkanocne muszą nakarmić go ludzką ofiarą, czyli wskazać, kogo ma zabić. Gdyby nikogo nie wskazali, umrze jedno z nich. Smok nie zabija lekko, łatwo i przyjemnie. Dręczy, torturuje, żywi się ludzkim strachem i bólem, a także wszystko mu jedno, czy przy okazji nie zabije innych ludzi. Mamy więc klasyczny przypadek moralny większego i mniejszego zła oraz odpowiedzialność za zabawę w Boga. Bohaterowie różnie radzą sobie z poczuciem winy, z koniecznością wskazywania ofiar. Smok gra także z nimi samymi. Gierki słowne, których jest mistrzem, konieczność zwracania uwagi na każdy wypowiadany wyraz, sprawiają, że pakty z nim są skrajnie niebezpieczne.

Lubię odpowiadać sobie na pytanie, jaki morał płynie z książki. Tu mam kilka pomysłów. Pierwsza myśl jest taka, że nieograniczona władza może wydobyć z człowieka to, co najlepsze albo to, co najgorsze. Kolejna jest taka, że jeśli dokonamy w życiu złego wyboru, poniesiemy konsekwencje, ale nie musimy powielać błędów. Kolejna: nawet jeśli ktoś nam proponuje rolę Pana Boga i brzmi to fajnie, nie bierzmy tej fuchy. Wreszcie: dobrze, że prawdziwe przyjaźnie zazwyczaj zawiązujemy w młodości, bo to, co młodych ludzi wyrasta, może okazać się kiepskim materiałem na przyjaciela. A może najważniejsze jest ostrzeżenie, że bogowie big-techu mogą okazać się gorsi niż smok morderca.

Co w tej książce jest najlepsze? Nieoczywistość, odwołania do innych dzieł kultury, zgrabne bon moty, zbiorowy bohater, który ewoluuje w niebanalnym kierunku.

Co w niej jest najgorsze? Pierwsze mniej więcej 300 stron, które dłużyły mi się w nieskończoności i kompletnie nie zapowiadały przyspieszenia oraz rewelacji dalszego ciągu. Nie porzuciłem lektury z ciekawości. Myślałem, że przecież nie można tak nudzić do końca. Miałem rację i trzymam kciuki za Państwa wytrwałość, która zostanie nagrodzona.

Lubomir Baker

Podobne wpisy