Vaclav Smil: Jak nakarmić świat
Można nie mieć telefonu, można nosić buty nie z tego sezonu, można nawet nie kupować książek, ale jeść trzeba. Z tego przekonania wzięło się moje zainteresowanie tą książką, a także z modnej od całkiem długiego czasu tezy, że planeta jest przeludniona, a głód jest naturalną konsekwencją tego stanu, z czego biorą się różne pomysły o większym bądź mniejszym związku ze zdrowym rozsądkiem, jak choćby propozycja, by się nie rozmnażać. Dan Brown nawet poświęcił przeludnieniu jedną ze swych bestsellerowych książek.
Zawsze brakowało mi oparcia dla tych pomysłów w faktach i liczbach. Vaclav Smil to oparcie daje. Wprost nasycił liczbami swą jak na obecne standardy nieobszerną książkę, bo cóż to jest 350 stron.
Jeszcze słowo o autorze, bo tylko fachowca warto słuchać. Uniwersytecki profesor całe życie badał w makroskali zjawiska związane z gospodarowaniem ludzkości, zajmując się energetyką, technologią oraz rolnictwem i żywieniem. Wydaje mi się, że można go uznać za fachowca.
Jak ładnie napisał we wstępie: „Liczby są antidotum na myślenie życzeniowe oraz oferują jedyny sposób rzeczowego uchwycenia różnorodności i ograniczeń nowoczesnej uprawy roli, produkcji żywności i potrzeb żywnościowych świata”. Swój wywód zaczyna od opisu, jak ludzkość odżywiała się od początku swego istnienia i sprawdził, czy inny rodzaj diety mógłby zagwarantować rozwój ludzkości do aktualnego stanu. Przeliczył, co by było, gdyby ludzie odżywiali się jak goryle, szympansy lub termity. Cóż, żadna cywilizacja by nie powstała, bo za dużo czasu musielibyśmy spędzać na przeżuwaniu i trawieniu i nie moglibyśmy tworzyć miast. Rolnictwo i chów zwierząt były jedynymi sensownymi krokami ku przyszłości. Dalej naukowiec zajmuje się tym, dlaczego „zaledwie dwadzieścia gatunków odpowiada za 75 proc. corocznych zbiorów, a dwie udomowione trawy – ryż i pszenica – dostarczają dziś 35 proc. energii żywnościowej na świecie”. Na Ziemi żyje 6,5 tys. gatunków ssaków i ok. 10 tys. gatunków ptaków, ale udomowiliśmy tylko 16 kategorii. Dlaczego akurat te?
Smil odpowiada i to bardzo szczegółowo. Tu zdradzę tylko fragment odpowiedzi. Otóż hodowane przez nas zwierzęta potrzebują mniej energii na kg masy ciała niż inne. „Krowa ważąca 400 kg potrzebuje 60 proc. energii na kg masy ciała koniecznej dla 40-kilogramowej owcy, a owca w przeliczeniu na kg masy ciała tylko 25 proc. tego, ile potrzebuje 400-gramowy szczur”. Tak więc jako ludzkość dokonaliśmy bardzo racjonalnego wyboru. Potrzebowaliśmy produktów o wysokiej gęstości energetycznej. Teoretycznie moglibyśmy jadać szczury, ale to nieekonomiczne.
Smil zajął się też rolnictwem jako częścią globalnego PKB. „PKB produkt globalny to ok. 85 bln dol. (…), z czego usługi to 55 bln dol., a rolnictwo to 4 bln”. Usługi finansowe to 20 bln dol. Jednak dla rolnictwa pracuje wiele branż, które zatrudniają wielu ludzi, więc te 4 bln dol. to tylko ułamek tego, za ile wytwarzanie jedzenia w globalnym PKB odpowiada.
Dalej autor liczy, ile poszczególne gatunki zjadanych przez nas roślin i zwierząt potrzebują wody i energii, a także szacuje wartość tego, czego jeszcze potrzebują (energia słoneczna, nawozy, pasza). Wyliczył, że 72 proc. wody zużywanej rocznie przez ludzkość idzie na produkcję żywności. Podaje średnie zapotrzebowanie energetyczne ludzi oraz faktyczną konsumpcję w różnych krajach. Stawia tezę, że głód na świecie nie jest wynikiem braku żywności globalnie, tylko skutkiem ubóstwa części krajów. Wyliczył, że niedożywione jest 10 proc. populacji, co jest wynikiem całkiem dobrym, gdyż w 1970 r. aż 30 proc. ludzkości niedojadało lub głodowało.
Przyjrzał się także naukowo dicie wegańskiej i paleo, analizując możliwości wyżywienia świata, gdyby ludzkość się na nie zdecydowała. Oba kierunki odrzuca z bardzo racjonalnych powodów, ale nie zamierzam Państwa pozbawiać samodzielnego dotarcia do tej wiedzy. Rozprawia się też z najsłynniejszymi postulowanymi transformacjami, jakimi są rolnictwo ekologiczne czy hodowanie mięsa w laboratoriach. Jak stwierdza, rozmiary dezinformacji w tym zakresie są olbrzymie i jego książka przyczynia się do ich redukcji.
Odpowiedź na tytułowe pytanie, co zrobić, by wyżywić świat, w miarę lektury jest nam udzielana. Generalnie wcale nie potrzebujemy radykalnych zmian. Odnośnie do głodującej Afryki Smil pisze wprost, że jest ona w stanie wyżywić się sama, bo do lat 60. XX w. nie tylko to robiła, ale była też eksporterem żywności. Od siebie dodam, że rok 1960 to Rok Afryki, czyli symbol wyzwolenia kontynentu z kolonializmu. Smutna to koincydencja, ale z faktami trudno dyskutować.
To książka jasna i precyzyjna. Smil jako prawdziwy badacz podchodzi poważnie do nawet najbardziej szalonych tez (jak ta o szczurach i termitach) i liczy. Zaś matematyka nie kłamie. Bardzo polecam.
Lubomir Baker