Marek Krajewski wraca na Dolny Śląsk. „Droga krwi” otwiera nowy rozdział wałbrzyskiej serii

Jeżeli komuś wydawało się, że Marek Krajewski powiedział już wszystko o mrocznym Dolnym Śląsku, najwyraźniej nie znał jeszcze Herberta Anwaldta, bohatera powieści Droga krwi
Autor, który na stałe zapisał się w historii polskiego kryminału dzięki Eberhardowi Mockowi, od pewnego czasu rozwija nowy cykl osadzony w Wałbrzychu, Wrocławiu i okolicach Zamku Książ. To właśnie tam, w cieniu kopalń, starych legend i górskich szlaków, rozgrywają się wydarzenia serii wałbrzyskiej.
Najnowsza powieść, „Droga krwi”, zabiera czytelników do krainy białego i czarnego złota, gdzie chciwość i namiętność niezmiennie prowadzą do zbrodni. Wszystko zaczyna się od makabrycznego odkrycia na Galgenbergu, czyli Wzgórzu Szubienicznym w sercu Wałbrzycha. O świcie przypadkowy przechodzień znajduje zmasakrowane ciała dwojga kochanków. To jednak dopiero początek historii, w której trup nie ściele się gęsto – on wręcz organizuje własną paradę.
Centralną postacią cyklu jest Herbert Anwaldt, młody psychiatra rozpoczynający pracę w szpitalu górniczym. Wśród pacjentów cierpiących na kiłę oraz pod czujnym okiem Friedy Bernhaus, lekarki zafascynowanej teoriami Freuda, zdobywa doświadczenie nie tylko zawodowe. Równolegle przez Dolny Śląsk przetacza się fala przestępczości związanej z gangiem Wilczyc – zbiegłych więźniarek, które zajmują się przemytem eteru i bez większych skrupułów eliminują wszystkich stających im na drodze.
Co szczególnie ucieszy wieloletnich fanów Krajewskiego, w „Drodze krwi” pojawia się również Eberhard Mock. Spotkanie dwóch bohaterów z różnych etapów twórczości autora zapowiada się jak literacki odpowiednik zjazdu legend polskiego kryminału.
Seria wałbrzyska rozpoczęła się powieścią „Głos z piekła”, wydaną jesienią 2025 roku. Tam poznaliśmy Herberta Anwaldta i zanurzyliśmy się w okultystycznej, niepokojącej atmosferze międzywojennego Dolnego Śląska. „Droga krwi”, której premiera przypada na czerwiec 2026 roku, rozwija ten świat i pokazuje, że Wałbrzych potrafi być równie fascynującą scenerią dla zbrodni jak przedwojenny Wrocław.
Przy okazji premiery warto przypomnieć słowa samego autora. Marek Krajewski od lat powtarza, że nie jest natchnionym wizjonerem, lecz rzemieślnikiem literatury. W rozmowie dla Fanbook.tv opowiadał o swoim warsztacie, specjalnym stole, przy którym powstają jego książki, oraz o tym, dlaczego bardziej ufa statystyce i systematycznej pracy niż kaprysom muzy. Być może właśnie dlatego jego kryminały od lat zachowują tak wysoki poziom – bo za każdą zbrodnią stoi nie tylko wyobraźnia, ale i żelazna dyscyplina.
Jedno jest pewne: jeśli ktoś lubi kryminały retro, mroczny klimat Dolnego Śląska, tajemnice kopalń i bohaterów, którzy nie zawsze wiedzą, czy bardziej boją się przestępców, czy własnych uczuć, „Droga krwi” powinna znaleźć się wysoko na liście lektur.