Tomasz Duszyński: Trup na Nilu

Upał panuje taki, że nie mogę Państwu polecić niczego innego niż spotkania z Tomaszem Duszyńskim i jego literackim alter ego w serii… Tu mi się wątek chwilowo urwał, bo nie mam pojęcia, jak się ta seria powinna nazywać. Bohaterem głównym, czyli osobą, która błyskotliwie rozwiązuje kryminalne zagadki, jest Pan Pisarz, ale w serii spiritus movens jest Staszek Ziętka – człowiek, który konsekwentnie udowadnia, że można być jednocześnie pomocnikiem i największą przeszkodą w śledztwie. Pakuje się tam, gdzie nie powinien, mówi to, czego lepiej nie mówić, i z niezachwianą pewnością siebie komplikuje wszystko, co jeszcze przed chwilą wydawało się proste. Jednak ten literacki „wrzód w wiadomym miejscu” okazuje się nieodzownym składnikiem całej historii – bo bez niego Pan Pisarz miałby znacznie łatwiejsze życie, zaś czytelnicy o wiele mniej powodów do śmiechu. To właśnie ten duet – błyskotliwy autor-detektyw i jego nieustępliwy generator chaosu – sprawia, że kryminały Tomasza Duszyńskiego są równie zabawne, co wciągające, i każą przewracać kolejne strony z nadzieją, że tym razem Ziętka niczego nie popsuje. Oczywiście nadzieja okazuje się płonna.
„Trup na Nilu” to trzecia okazja do spotkania z tym duetem. Wydaje mi się, że można czytać osobno, bez znajomości poprzednich części, ale nie wiem, czy wtedy będzie równie zabawnie. Za to koniecznie polecam przed lekturą, jeśli Państwo jeszcze nie widzieli, obejrzeć „Mumię” – amerykański film z 1999 r. – nie tylko w celach edukacyjnych, wszak to kawał starego, dobrego, prawie klasycznego filmu – lecz by wprowadzić się w klimat i lepiej bawić z Panem Pisarzem.
Tym razem, jak się łatwo domyślić, Pan Pisarz z rodziną oraz ekipą znanych z poprzednich tomów postaci drugoplanowych ruszają do Egiptu, by uczestniczyć w odkryciu rodem z filmów z Indianą Jonesem. Jak widać i te filmy warto sobie odświeżyć, by się wprowadzić w klimat. To chyba pierwsza w życiu moja recenzja, w której zachęcam równie intensywnie do czytania, jak do oglądania. Sam siebie nie poznaję, co te upały robią z ludźmi.
Napisałem parę linijek wyżej, że Staszek Ziętka jest generatorem chaosu. Czytając tę komedię kryminalną dowiedzą się Państwo na końcu nie tylko, kto zabił, ale też kto w wytwarzaniu chaosu zdobył czarny pas. Nic więcej nie zdradzam.
Bawcie się dobrze 🙂
Lubomir Baker